Zdecydowałem się pokazać kilka z moich wierszy, choć nie do końca myślę, że to dobry pomysł. Nie oczekujcie po nich wiele. Dla mnie są one bardzo ważne, obrazują mnie, moje przeżycia i odczucia w danym momencie. Pod względem literackim nie obchodzi mnie ich wartość. Miłego czytania.
Lato Pana B przez małe b
Smutne jest niebo, gdy błękitem zalane chmur nie przyjmuje.
Smutne jak motyl śmierci wypatruje.
Stoimy w szeregu, kilku szeregach, jeden przy drugim,
zmęczeni, niczym psy łańcuchem ciężkim, długim.
Przybyłeś jak zwykle bez wyrazu twarzy.
Przybyłeś jak zwykle, by życie usmażyć.
Miliardy promieni wątłe ciało przebija,
pali wnętrzności .......... Ukryć się!
...........................Zagrożenie mija.
Chowajmy się w chmur zakątki chłodne,
odrzućmy zachcianki ulotne i zwodne.
Obserwuj z ubocza panowanie słońca?
Walka przegrana? Dobiegłem końca?
............................................................
Idźmy do pracy, idźmy do szkoły, idźmy do metra.
Niech skończą z nami promienie dyktatora.
Zniszczy nas? Zaleje krew nieczysta?
Podwójne zło! Prezydent i terrorysta.
Obserwuj z ubocza panowanie słońca.
Walka przegrana! Dobiegłem końca?
Obserwuje z ubocza, nic go nie wzrusza.
Walka przegrana! Nastała susza,
panowanie słońca...
Dobiegłem końca?
Radosław Ruciński, Piotrowina, 1.VIII.2005.
Umierasz na podwórku, pod wiśni drzewo skłonem.
Odbijasz okiem słońca blask. Drugie ci zamknąłem.
W pustych fotelach pleśń reformę snuje,
by przejąć władzę. Pasożyt szans swych wypatruje.
Wyścig zaczęty!
Kto pierwszy zje maskę?
Kto pierwszy poprowadzi?
Kto pierwszy zahamuje?
Czy ktoś wreszcie zatankuje?
Nie ma potrzeby.
Jesteś tylko kolejnym nie jeżdżącym wrakiem.
My.
Jesteśmy nie jeżdżącym wrakiem.
U stóp sekwoi maleńkim krzakiem.
Kiedyś przyjdzie ten co paliwem nakarmi.
Drugie oko otworzy błyskiem swej latarni.
Ruszymy spod liści, na ratunek życiu,
by rdza nas nie zjadła w czerwień ukryciu.
Wtedy krzyknie ktoś nie wymijającym szlakiem :
Do pełna proszę!
(A wczoraj byłem kolejnym wrakiem).
Radosław Ruciński, Piotrowina, 2.VIII.2005.
Kiedy mrok i ciemność w pokoju mym gości,
Gdy cisza uspokaja wszystkie dzienne złości,
Nadchodzi miriada tłoczących się pytań,
Błądzących wśród wierszy natchnionych czytań.
Rozum zbyt słaby, odpowiedzi brak,
Umysł w tym świecie to ledwie wrak.
Jest niczym wstęp do książki bez końca,
W której to Bóg stronami trąca.
Jak to możliwe, że coś się nie skończy,
Czemu ta myśl w głowie się sączy?
Wszechświat bez granic? Nic nie rozumiem.
Życia przez wieczność pojąć nie umiem.
A gdyby jednak to prysło...
Cóż by mi wtedy robić przyszło?
Gdybym doszedł do ściany kosmosu,
Lub w życiu zabrakło dalszego losu...
Byłbym ciekawej tej drugiej strony,
Co jest po stracie ludzkiej korony.
Przecież NIC wyglądać jakoś musi.
Tu ziemskie pojęcia niemoc wciąż dusi.
Boję się być duszą bez żadnego końca,
Ale także stracić widok blasku słońca!
Boże...stworzyłeś człowieka, istotę rozumną,
Dając mu radość i płacz nad trumną.
Tyle w nas tchnąłeś twórczego ducha,
Mimo iż wiara w wielu tak krucha.
Mnóstwo zrozumieć było nam dane,
Lecz rzeczy głębsze są już zatkane.
Pojąć tego umysł mój nie zdoła,
Gdyż czuję jak skóra ciągle tak goła.
Zagadek odkryć nie pozwoliłeś.
Wiem, że na pewno dobrze zrobiłeś,
Ponieważ Dobro to imię Twoje,
Światło kojące ciernie moje.
Przyjmij mnie kiedyś na białym progu,
Nie pozwól poczuć Gehenny smogu.
Wyrzuć z mej drogi ciszę i zamęt,
By móc być zdolnym Twojego Amen.
Radosław Ruciński, Piotrowina, 28 października 2003, noc.